
Po dwudziestu czterech dniach suszy, doczekałam się wytęsknionego deszczu, a wraz z nim wymarzonych i wytęsknionych kolorów...
A czekanie było tego roku wyjątkowo bardzo długie...

Biegam już z zadyszką pomiędzy kwiatami, krzewami,
pomiędzy pracą a kolejnymi notorycznymi deszczami,
między rabatami, a drzewami,
piele, grabie, przycinam i piszczę z zachwytu że to już maj....


Przedstawiam Wam dziś - Fruzię,
Panna znajdula i od siedmiu lat nasz członek i przyjaciel rodziny ;-)
Panna znajdula i od siedmiu lat nasz członek i przyjaciel rodziny ;-)
Wczoraj po południu spotkałam magnolię....
nie mogłam przejść obok niej obojętnie...'-)
nie mogłam przejść obok niej obojętnie...'-)

















3 komentarze:
a u mnie ostatnio caly czas pada i zimnica kropna,chetnie cos bym porobila w ogrodzie bo i czas ku temu ,a nie moge :(
przecudne kolory i te kwiaty są aż apetyczne:) pozdrawiam! i trochę sobie u Ciebie pogoszczę:)
Pięknie sobie wszystko kwitnie w Twoim ogrodzie , ale skąd Ty masz taką wspaniałą pogodę , ja już zapomniałam jak świeci słońce .
Pada i pada , jest zimno , coraz zimniej , więc chociaż sobie popatrzę szczególnie na te roślinki , których nie znam .
Pozdrawiam Yrsa
Prześlij komentarz